Referencje

ref acegielska

***

 

ref boruk

***

 

ref gpastuszka

***

 

ref kporebska

***

 

ref wachnik

***

Dagmara Drogosz:

"Tejinashi – akita japońska, samiec, typowy przedstawiciel swojej rasy ze wszystkimi wspaniałymi jej cechami i przywarami (kto ma szpica lub psa w typie pierwotnym ten wie o co chodzi :) Nieświadomi tego, rozpoczęliśmy nasze życie z akitą kiedy Tejin miał 7 miesięcy, czyli dużo za późno z punktu widzenia najlepszego okresu szkolenia. Choć i tak pies był wyjątkowo ułożony przez hodowcę, dość szybko wyszło, że raczej nie traktuje nas jak przewodników stada – ciągnął na smyczy, uciekał z posesji, na spacerze mogliśmy go wołać do woli. Pewnego dnia miarka się przebrała - mój mąż postanowił, że Tejin musi iść na szkolenie, bo co to za pies, który kompletnie ma nas „gdzieś”? Ja skwitowałam tylko, że porywa się z motyką na słońce, bo naczytałam się, że akity nie da się szkolić, że to pies, który i tak myśli po swojemu. Powiedziałam jeszcze, że szkolenie Tejina to strata pieniędzy i jak mój mąż chciał mieć karnego i posłusznego psa to mógł wybrać wilczura…

Nauka w szkole PP trwała bez mała rok. Czasem była to istna orka na ugorze. Tejin nie sprawiał jakichś szczególnych problemów – nie był bojaźliwy, namolny czy agresywny, nie niszczył nic w domu, zaakceptował bez problemu dzieci i domowe koty. Problemem jednak było to, że on się nie poddawał naszemu autorytetowi, co kompletnie udaremniało wzajemne porozumienie. Nawet rzecz tak prosta jak skupienie uwagi nie było łatwe, bo Tejin nam w oczy nie patrzył i nawet smakołyki nie były w stanie „przykuć” jego wzroku. Cóż, jedynym sposobem na akitę to być bardziej upartym niż akita. Mozolnie ćwiczyliśmy zatem skupienie uwagi, spokojne chodzenie na smyczy, powściąganie emocji, komendy – nie było łatwo, bo jak pies się uparł to nawet siad trzeba było na nim wymusić. Ale przede wszystkim to my się uczyliśmy naszego psa: jak reaguje, co go kręci a co nudzi, co traktuje jak nagrodę. Ćwiczyliśmy na zajęciach i po zajęciach, w domu i na spacerach. Powoli nawiązywaliśmy wzajemne porozumienie, Tejin zaczął się oddawać swoje „przywództwo”, a my obdarzaliśmy go coraz większym zaufaniem, że nie odwali jakiegoś „numeru”.

Dziś Tejinashi ma dwa lata, a my mamy wreszcie psa, który jest taki jak powinien być. Oczywiście uwzględniamy energiczny charakter akity i niektóre jego „narowy”, bo pies to przecież żywe stworzenie. Ewentualne problemowe zachowania staramy się przewidywać zanim nastąpią, co i nam i psu oszczędza niepotrzebnego stresu. Czasem kiedy rozmawiam z właścicielami innych akit, mówią, że oni nie puszczają swoich piesków, żeby pobiegały, bo zaraz uciekają. Tak, kiedyś bym to zrozumiała, bo rzeczywiście szpic na spacerze bez smyczy to widok niezwykle rzadki. Ale teraz już wiem, że szkolenie akity (i innych szpiców) nie musi być stratą czasu i pieniędzy. Pod okiem dobrego trenera-behawiorysty należy stosować proste i jasne zasady, dawać psu jasne komunikaty, a często powściągać nasze zdenerwowanie i myślenie, że nasz pies jest „jakiś tępy i nigdy się niczego nie nauczy”. Każdy pies ma swoje tempo przyswajania nowych umiejętności, ale z czasem przychodzą efekty szkolenia.

My ćwiczyliśmy sporo i ćwiczymy właściwie każdego dnia. I tu nie chodzi tylko o komendy: siad, zostać, waruj i tak w kółko. Kiedy masz psa, relacja z nim to po prostu codzienność. Wszystkie polecenia przyswajane w szkole dla psów w jakiś sposób się przydają, czasem w zabawie, a czasem dla bezpieczeństwa. Niekiedy wystarczy wykonać gest i pies już wie o co chodzi. Nie mamy problemu, żeby zabrać Tejina do miasta czy na wyjazd, pies mimo, że nie jest mały nie sprawia żadnych kłopotów, nie jest absorbujący, zna swoje miejsce w stadzie. To zasługa dobrego pozytywnego szkolenia i tu podziękowania dla trenerów i behawiorystów Szkoły PiesPotrafi. Życzę każdemu, aby dobrze czuli się ze swoim psem w każdej sytuacji!"